Radca Bezprawny

Blog prawo

Zbrodnia i bezkarność1

Czyli słów kilka o winie i o tym, na ile poważnie państwo powinno podchodzić do swoich obywateli.

Prawo karne jest najłatwiejsze do zdania i najtrudniejsze do stosowania w praktyce, tak mnie przynajmniej uczono na studiach. Coś w tym jest i dotyczy to obydwu stanowisk. Kodeks karny składa się z dwóch części, przy czym druga, zawierająca wymienienie przestępstw i kar, jakie grożą za ich popełnienie nie jest zbyt pasjonująca a racjonalny egzaminator nie wymaga, by znać ją na pamięć. Z kolei część pierwsza, nazywana ogólną, jest krótka i poza pewnymi zbędnymi elementami – banalna. Zawiera definicję pojęcia „przestępstwo”, wskazuje, kto w ogóle może przestępstwo popełnić (na przykład dzieci nie, co jest ważne i czemu będzie poświęcony inny wpis), wymienia możliwe do zastosowania kary. Jedną z zasad odpowiedzialności karnej jest „zasada winy” i jego będzie dotyczyła dalsza część tekstu.

Co to jest wina?

Oczywiście w pierwszej kolejności chodzi o odwieczne pytanie kryminalnych powieści i filmów: „kto to zrobił”. Co nie zawsze jest takie proste, jak by się mogło wydawać. Ale dziś nie o tym. Porusza mnie podejście do pewnej kategorii przestępstw, co ma związek z rozróżnieniem dwóch rodzajów winy: umyślnej i nieumyślnej2.

Kodeks karny wymienia dwa rodzaje winy umyślnej. Pierwszy nazywany jest „zamiarem bezpośrednim” i polega na tym, że sprawca chce przestępstwo popełnić. Drugi nazywamy „zamiarem ewentualnym” – tutaj sprawca jedynie przewiduje możliwość popełnienia przestępstwa i godzi się na to. Czym to się różni?

Zamiar bezpośredni:
Jaromir Iksiński jest płatnym zabójcą. Został wynajęty, by pozbawić życia Panią Igreczak. Zastrzelił ją z zimną krwią, upewnił się, że nie żyje, dopiero wtedy opuścił jej dom.

Zamiar ewentualny:
Jaromir Iksiński chce ukraść samochód Pani Igreczak. Zastawia na moście zasadzkę, wraz z kolegą blokuje jej samochód, by nie uciekła. Ona jednak się broni, Jaromir Iksiński zrzuca ją więc z mostu i oddala się skradzionym samochodem. Nie wie, czy ona przeżyła i nie obchodzi go to. Jego celem nie było zabójstwo, jednak zrobił coś, co z dużym prawdopodobieństwem może doprowadzić do jej śmierci, co przewiduje i na co się godzi.

Wina nieumyślna jest natomiast zdefiniowana jako sytuacja, gdy sprawca w ogóle nie ma zamiaru popełnienia przestępstwa, jednak popełnia je wskutek niezachowania ostrożności. Ważne jest przy tym, aby sprawca przewidywał lub co najmniej mógł przewidzieć, że takie zachowanie doprowadzi do popełnienia przezeń przestępstwa. Pierwsza sytuacja nazywana jest lekkomyślnością, druga (gdy sprawca nie przewidywał, ale mógł przewidzieć konsekwencje) niedbalstwem3.

Lekkomyślność/niedbalstwo:
Jaromir Iskiński postanowił poćwiczyć strzelanie z wiatrówki. Udał się w mało uczęszczane miejsce, przypiął tarczę do drzewa i rozpoczął trening. Niestety, jeden raz nie trafił w tarczę, akurat w momencie, gdy zza stojącego obok płotu wyłoniła się Pani Igreczak, która postanowiła tego dnia rano pobiegać. Trafił ją pocisk Pana Iksińskiego. Nasz bohater nie miał zamiaru skrzywdzić nikogo (jak ustalono, podkochiwał się nawet w Pani Igreczak), natychmiast wezwał pogotowie. Jego winą jest brak ostrożności (lub, jak powiedziałby ktoś inny – głupota), polegający na tym, że strzelał w miejscu, co do którego nie mógł mieć pewności, że nie trafi człowieka.

Jak widać dwa przykłady są w miarę jasne. Bez trudu rozróżnimy, zwłaszcza w tak jaskrawych przypadkach, lekkomyślność (niedbalstwo) od zamiaru bezpośredniego. Problem sprawi jednak zamiar ewentualny, który odróżnia od lekkomyślności jedynie to, w jakim stopniu sprawcy zależy na uniknięciu skutku.

Dlaczego to jest ważne?

Kodeks karny (a również inne ustawy zawierające przepisy karne4) wyraźnie różnicują odpowiedzialność za przestępstwa umyślne i nieumyślne. To drugie jest uregulowane zawsze w osobnym przepisie i wiąże się z innym zagrożeniem karą, nawet jeżeli są „podobne”. Na przykład za zabójstwo grozi od 8 lat więzienia do dożywocia, a za nieumyślne spowodowanie śmierci od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Różnica jest ogromna i w praktyce może się sprowadzić do ustalenia, w jakim stopniu sprawca przestępstwa „godził się na skutek”, a w jakim chciał go uniknąć.

Przejdźmy do przykładu, którego wpis dotyczy. Tym razem nie będzie ułatwienia, nie poznamy motywacji sprawcy.
Gdy rano go obudzili pytał co się stało. Twierdzi, że nic nie pamięta. Po prostu urwał mu się film. Pił z kolegami w barze, to prawda, ale co potem? Samochód osobowy? Nie on nic nie pamięta, naprawdę. Dwie osoby zginęły? Matko…

Nie chciał zabić, to pewne5. Po co mu to zresztą? On nie znał tych ludzi. Więc lekkomyślność, prawda? No właśnie nieprawda. Regularnie w telewizji, radio, Internecie czy prasie widzimy informacje o śmiertelnym wypadku spowodowanym przez człowieka pod wpływem alkoholu lub innych narkotyków. Przeprowadzono niejedną kampanię medialną. Każdy kierowca ma obowiązek przejść kurs, na którym mówi się o niebezpieczeństwie. Coraz częściej słyszymy, że ktoś zabrał „kierowcy” kluczyki widząc, że ten chciał prowadzić, choć nie był w stanie utrzymać pionu.

Innymi słowy: nie da się obronić tezy, że ludzie nie wiedzą, że alkohol + samochód = śmierć. Po prostu lekceważą, ale już nie przepisy, tylko ludzi, dla których mogą stanowić zagrożenie. A to już, w mojej ocenie, „wypycha” ich zachowanie z granic „lekkomyślności” i wprowadza w obszar zamiaru ewentualnego

Czy każdego sprawcę należy traktować tak samo? Nie, nie ma w prawie automatyzmów, każdy przypadek jest inny. Ale jestem pewien, że w przypadku wielu osób należy mówić właśnie o zamiarze ewentualnym. Poniżej jeden z wielu możliwych przykładów.

Wpis niniejszy powstał po obejrzeniu dwóch materiałów telewizyjnych. Pierwszy z nich dotyczy sytuacji sprzed lat i mojego „ulubionego” przypadku. Pewien dżentelmen nagminnie popełniał przestępstwa o jakich tu mowa. Zatrzymali mu prawo jazdy za prowadzenie pod wpływem? Jeździł bez prawa jazdy. W końcu kogoś zabił, oczywiście „po pijaku”. Sąd się nad nim ulitował i dał mu „zawiasy”. Facet znów kogoś zabił – akurat skończyła się wódka i pojechał samochodem po dolewkę. Tu już sąd był „bezwzględny” i dał mu wyrok bez zawieszenia (oczywiście niski). Znów wyszedł, znów zabił (choć w rozumowaniu sądu po prostu przypadkiem „nieumyślnie spowodował śmierć”). Teraz zapewne siedzi w więzieniu, mam przynajmniej taką nadzieję. Zapewne nie spędzi tam całego życia, ale zdecydowaną większość – pytanie tylko ile osób rozrywki jego (i sądów) przypłaci życiem.

Wspominam ten materiał bo zapamiętałem z niego jedną scenę. Sprawca jest prowadzony przez policjanta na salę rozpraw, podchodzi doń jego (chyba) syn, przybijają sobie „piątkę” czy coś w tym stylu. Scena jest wymowna: spoko, nie przejmuj się, nic ci nie zrobią… dla mnie kwintesencja „zamiaru ewentualnego”. Ofiary? A kogo obchodzą ofiary?

Drugi reportaż to sprawa świeża. Dwie ofiary śmiertelne, sprawca oczywiście nic nie pamięta. Pani prokurator uważa, że 6 lat za dwa trupy to dobra kara, sprawca jest przecież młody… Aż chce się dodać, że po co tak wcześnie kończyć tak dobrze zapowiadającą się karierę pirata drogowego. Ale nie o tym, o funkcjonowaniu prokuratury (i sądów) jeszcze będzie czas porozmawiać.

W materiale wypowiedziały się merytorycznie dwie osoby. Słowa drugiej z nich6 nie dziwią, niestety. „Obrona praw człowieka” w Polsce zbyt często oznacza obronę praw przestępców, walkę o jak najniższe kary i traktowanie sprawców jakby to oni byli (wyłącznie) ofiarami. Zaskoczył mnie jednak pierwszy z wypowiadających się, a w zasadzie zaskoczył podwójnie – ze względu na funkcję, jaką pełni.

Chciałbym niniejszym podziękować Panu Borysowi Budce, ministrowi sprawiedliwości, za intelektualną odwagę, by nazwać sprawę po imieniu, by wypowiadać się merytorycznie i by stawiać tezy, które raczej nie przysporzą mu popularności. Nie jest to pierwszy przypadek, gdy poczułem się dumny, że to on jest ministrem. O żadnym z jego poprzedników (przynajmniej spośród tych, których pamiętam) nie mogę tego powiedzieć.

Aby uniknąć wątpliwości: jestem zdeklarowanym przeciwnikiem partii politycznej, do której on należy, jednak czuję się w obowiązku pochwalić każdego polityka, który mówi mądrze. Chciałbym aby to on był po najbliższych wyborach ministrem. Chyba,że znajdzie się ktoś lepszy, ale w to nie wierzę.


1. Jeżeli ktoś nie wie do czego odwołuje się ten tytuł – współczuję.
2. Stosuję tu uproszczenie terminologiczne. Myślę, że czytelnik wybaczy mi, iż nie wchodzę w rozważania na temat „strony podmiotowej przestępstwa” i jej odróżnienia od winy. Tekst by na tym stracił a odbiorca nic by nie zyskał. Takich uproszczeń jest niestety więcej, ale w mojej ocenie są one potrzebne.
3. Przepraszam, że nie podam osobnych przykładów lekkomyślności i niedbalstwa. Nie znam takich, które byłyby wystarczająco jasne.
4. Każda ustawa może zawierać przepisy karne dotyczące odpowiedzialności za jej naruszenie. W takim przypadku należy je traktować tak, jak inne przepisy kodeksu karnego.
5. Ważne zastrzeżenie. Przyjęcie założenia, że sprawca nie popełnił zabójstwa umyślnego nie oznacza też, że z automatu odpowiada za nieumyślne spowodowanie śmierci (maksymalna kara 5 lat więzienia). W niektórych przypadkach dane zachowanie „podpada” również pod inny przepis kodeksu, w tym przypadku może to być  spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, za co grozi do 12 lat więzienia.
6. Celowo pomijam imię i nazwisko. Lubię tę osobę, pamiętam ją i wspominam dobrze ze studiów jako wykładowcę. Nie chodzi o to, by piętnować człowieka, ale by wskazać na błędy i zasady. „Obrońcy praw człowieka” będą się pojawiali w moich wpisach jeszcze nie raz i obawiam się, że nie zawsze w pozytywnym kontekście.